Amatorskie śledztwa Facebookowe

Jeśli korzystacie z Faceboooka na pewno spotkaliście się już nie raz i nie dwa z zaproszeniem do akcji poszukiwania sprawcy jakiegoś okropnego czynu. W ten sposób poszukiwani są głównie ludzie znęcający się nad zwierzętami a także sprawcy wypadków. Tropem zazwyczaj są materiały umieszczone w sieci przez sprawcę. I tak, są one rozsyłane przez internautów, i choć często twarz takiej osoby jest zakryta – kto publicznie przyznałby się do takich czynów – ludzie są w stanie rozpoznać np. elementy otoczenia, a przez to wskazać miejsce popełnienia przestępstwa, lub nawet poznać osobę która tak skrupulatnie próbowała zatuszować swoją tożsamość.

Sprawdza się również poszukiwanie świadków wypadków. Choć nie zawsze internauci mogą sobie sami poradzić – 7 sierpnia tego roku w Warszawie doszło do pobicia dwóch mężczyzn przez miejscowych chuliganów. Choć teren jest monitorowany – żadna z kamer nie zarejestrowała tego wydarzenia. W poszukiwaniu sprawców brała udział policja i internauci. Tym razem zwyciężyły tradycyjne metody śledcze. Po dwóch tygodniach udało dotrzeć się do nagrania wideo które ukazuje całe zdarzenie oraz namierzyć sprawców.

Jednak nie zawsze poszukiwania facebookowe muszą dotyczyć rzeczy nieprzyjemnych. Pewien student szukał poprzez ten portal… dziewczyny poznanej na przystanku. Świetnie im się rozmawiało, po czym nie wziął od niej numeru telefonu. I tak rozpoczęła się cała akcja poszukiwawcza. Utworzył wydarzenie poprzez Facebook i zaczął rozsyłać je do znajomych którzy następnie rozsyłali je swoim znajomym itd, itd. …

Dziewczynę udało się odnaleźć, ba, nawet sama odezwała się na forum wydarzenia! Historia zakończyła się happy endem, i choć wszystko wygląda kolorowo należy zadać sobie pytanie – czy ktokolwiek z nas, korzystając z internetu choćby dla czystej przyjemności, jest jeszcze choć w małym stopniu anonimowy? Czy wszyscy jestesmy „podani jak na talerzu” dla obcych osób chcących uzyskać o nas jakiekolwiek informacje. Czy jest to bezpieczne?…

Reklamy