Krzysztof – Poszukiwacz złota

Krzysztof Rutkowski… czego to on już nie szukał. Włącznie z małą Madzią. A teraz? teraz przyszedł czas na złoto.  Dużo złota. Każdego by kusiło, takie ładne, złote, błyszczące… bling bling. Bo znając życie – pewnie niedługo się okaże że nawet jeśli żadne złoto nigdy nie istniało, to on i tak je znajdzie. No bo przecież nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. A jak zamierza go szukać? No właśnie – jak można wynosić złoto – no bo przecież nie przelewem na konto. W walizkach? za ciężkie. No to może taczki? I czy złoto zostawia jakieś ślady?

Specjaliści od szukania złota zwykle najpierw szukaj jego okruchów… no więc może coś się ukruszyło? A co jeśli ktoś (o ile istniało) już je przetopił? I np. teraz jakaś miła pani nosi sobie pierścionek przetopiony z kawałka sztabki? Albo jakieś fajne kolczyki… I poszukiwacz podbiegnie do takiej pani, z błyskiem w oku zrywając jej te kolczyki z uszu (opcjonalnie pierścionek z palca), i może… no właśnie, może to będzie miłość od pierwszego… złota?!

Może ja też zostanę poszukiwaczem złota. Tylko nie wiem – powinnam ubrać się a’la Sherlock w pelerynę a w dłoń zabrać dużą lupę, czy raczej powinnam przyjąć taktykę – kilof i w góry? (względnie sitko i nad rzekę). Nie mogę się zdecydować… No, ale przecież zawsze mogę otworzyć parabank.

Reklamy

Amatorskie śledztwa Facebookowe

Jeśli korzystacie z Faceboooka na pewno spotkaliście się już nie raz i nie dwa z zaproszeniem do akcji poszukiwania sprawcy jakiegoś okropnego czynu. W ten sposób poszukiwani są głównie ludzie znęcający się nad zwierzętami a także sprawcy wypadków. Tropem zazwyczaj są materiały umieszczone w sieci przez sprawcę. I tak, są one rozsyłane przez internautów, i choć często twarz takiej osoby jest zakryta – kto publicznie przyznałby się do takich czynów – ludzie są w stanie rozpoznać np. elementy otoczenia, a przez to wskazać miejsce popełnienia przestępstwa, lub nawet poznać osobę która tak skrupulatnie próbowała zatuszować swoją tożsamość.

Sprawdza się również poszukiwanie świadków wypadków. Choć nie zawsze internauci mogą sobie sami poradzić – 7 sierpnia tego roku w Warszawie doszło do pobicia dwóch mężczyzn przez miejscowych chuliganów. Choć teren jest monitorowany – żadna z kamer nie zarejestrowała tego wydarzenia. W poszukiwaniu sprawców brała udział policja i internauci. Tym razem zwyciężyły tradycyjne metody śledcze. Po dwóch tygodniach udało dotrzeć się do nagrania wideo które ukazuje całe zdarzenie oraz namierzyć sprawców.

Jednak nie zawsze poszukiwania facebookowe muszą dotyczyć rzeczy nieprzyjemnych. Pewien student szukał poprzez ten portal… dziewczyny poznanej na przystanku. Świetnie im się rozmawiało, po czym nie wziął od niej numeru telefonu. I tak rozpoczęła się cała akcja poszukiwawcza. Utworzył wydarzenie poprzez Facebook i zaczął rozsyłać je do znajomych którzy następnie rozsyłali je swoim znajomym itd, itd. …

Dziewczynę udało się odnaleźć, ba, nawet sama odezwała się na forum wydarzenia! Historia zakończyła się happy endem, i choć wszystko wygląda kolorowo należy zadać sobie pytanie – czy ktokolwiek z nas, korzystając z internetu choćby dla czystej przyjemności, jest jeszcze choć w małym stopniu anonimowy? Czy wszyscy jestesmy „podani jak na talerzu” dla obcych osób chcących uzyskać o nas jakiekolwiek informacje. Czy jest to bezpieczne?…

Język trupa

Dziś na onecie wpadł mi w oko wywiad z jasnowidzem Krzysztofem Jackowskim. Wiem że jest dość znany zwłaszcza ze swojej pomocy policji – jakoś nigdy nie interesowałam się zbytnio jego osobą. I czytam sobie dzisiaj ten wywiad z panem Krzysztofem – dowiaduję się że wydał już kolejną książkę, jasnowidztwo odkrył w sobie przypadkiem, i jest na prawdę sympatycznym człowiekiem. Nie jakiś tam Krzysztof Rutkowski jasnowidzenia – całkiem normalny facet, nie potrzebujący rozgłosu i nie pchający się do mediów. O swoim darze – jeśli można to tak nazwać – mówi bardzo naturalnie, prosto i rzeczowo. Nie jakieś czary-mary – niektóre rzeczy po prostu wie – pojawiają się w jego głowie, ot, i są. Większość ludzi do jasnowidzenia podchodzi ze sceptycyzmem. Dla innych to ostatnia deska ratunku np. w znalezieniu zaginionej bliskiej osoby. Nie dowiedziałam się z tekstu niestety czy pan Krzysztof odnalazł kiedyś osobę żywą – wspomina tylko o trupach i tłumaczy dlaczego do niego „mówią”. A jak znajdę chwilę czasu pewnie skuszę się na przeczytanie jego książki, bo poznając pana Krzysztofa z wywiadu książka może okazać się całkiem trzeźwym spojrzeniem na jego zdolności, nie zaś tomikiem z opowiadaniami fantasy. A co do fantasy – jestem w połowie czytania książki Andrzeja Pilipiuka pt. „Szewc z Lichtenrade” – po przeczytaniu zamieszczę krótki opis wrażeń 🙂

Wywiad z Krzysztofem Jackowskim możecie przeczytać tutaj: http://strefatajemnic.onet.pl/ezoteryka/moge-sie-wstydzic-wielu-rzeczy-ale-nigdy-swoich-tr,1,5216892,artykul.html

Szatan instant – czyli energy drink Demon i bojkot Agros-Nova

Podpisując petycję o zlikwidowanie nielegalnej hodowli psów przypadkiem natknęłam się na petycję pt.: Protest przeciwko satanizmowi w reklamach Agros-Nova. Moje oczy zrobiły się wielkie jak talerzyki i na kilka sekund zabrakło mi słów. Co to takiego? Zacznijmy od początku: firma Agros-Nova znana jest w Polsce w branży spożywczej z produktów takich jak Fortuna, Dr Witt, Kotlin, Łowicz, Tarczyn i kilka innych. Protest dotyczy nowego energy drinka – Demon. Już sama nazwa powoduje ciarki na plecach moherowych babć które z tym oto produktem mogłyby spotkać się twarzą w twarz w sklepie. A to dopiero początek… do udziału w reklamie produktu zaproszony został Nergal – tak, zespół Behemoth i niszczenie Biblii na scenie. Ale nikt nie zwrócił uwagi że, jak podają media, część honorarium za reklamę zostanie przekazana na fundację DKMS Polska, która pomaga osobom chorym na białaczkę. Ale co tam szczytne cele, demon w nazwie, demon w reklamie, szatan wychyla swój nos z każdej ciemnej dziury. Przeciwnicy Argos-Nova wzywają do bojkotu produktów firmy aby wpłynąć na zmianę reklamy i promocji energy drinka z piekła rodem. Z ciekawości zaglądnęłam na forum dot. petycji – złapałam się za głowę. W sieci jest nawet oficjalna strona – satanizmnieprzejdzie.pl – jeden rzut oka wystarczy aby zrobić piorunujące wrażenie – anioł zgniatający w swych dłoniach puszkę napoju Demon, oraz loga produktów Agros-Nova leżące porzucone, poprzewracane, na zapomnianej kupce w prawym dolnym rogu grafiki. O zgrozo! Sądny dzień nadchodzi. A jeśli chcecie to możecie wydrukować sobie plakat – w formacie A4, i wręczyć go np. swojemu proboszczowi. Dla  chętnych – facebookowe tło. Jest też parę słów na temat DKMS Polska, a mianowicie przypomnienie, że – uwaga cytuję – „Fundacja DKMS współpracująca z Holocausto-Nergalem”. Nergal i promocja drinka Demon? Lepiej nie widzę – strzał w dziesiątkę. Jak mówi stare PRowskie porzekadło: nie ważne jak, byleby mówili. A waszym zdaniem?

A teraz wisienka na torcie:

Przestań kupować! Zacznij wymieniać

 

Każdy z nas zna ten scenariusz – nowe miejsce, nowe mieszkanie, nowe meble, gadżety… i pieniążki wypływające strumieniem z naszego konta. Jak żyć i nie wydawać? Brzmi absurdalnie, prawda? A absurdem bynajmniej nie jest. Polacy cierpią na pewien kompleks – zawsze trzeba mieć nowe, lepsze, ładniejsze, niż … (tu wstaw odpowiednią osobę). Na szczęście mentalność w innych krajach jest nieco inna. Ludzie, od pokoleń, dzielą się tym czego nie potrzebują z innymi, np. robiąc wystawki przed domem niepotrzebnych  mebli czy innych gadżetów. Modny ostatnio pęd ku ekologii i recycling zaczynają przejawiać się w stylu życia coraz większej liczby mieszkańców naszego kraju. Powstają serwisy internetowe gdzie każdy może oddać to, co nie jest mu potrzebne, a komuś innemu może się przydać i gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Nowe strony www wyrastają jak grzyby po deszczu: niepotrzebne.com, gratyzchaty.pl, tablica.pl, darmobranie.pl a to tylko niektóre z adresów. I już możemy zacząć urządzać mieszkanie według własnej koncepcji… Uwaga, to wciąga 🙂

 

Małe co nieco o sobie i ciekawa książka.

Pierwszy post i od 10 min gapię się w komputer… no straszne. Ale wypadałoby jakoś zacząć. Jestem Kaśka a bloga stworzyłam z palącej potrzeby gadania. (Dzięki Agatka :*) Ponieważ zwykle gadam dużo – i niekoniecznie na temat zdecydowałam gadać również i tu. Może dlatego że ostatnimi czasy nie mam sobie z kim pogadać a już zwłaszcza w rodzimym języku – ciężkie jest życie emigranta – gaduły… Co lubię? Dobrą muzykę, dobrą książkę i – tego nie mogło zabraknąć – dobre jedzenie. Żyję też serwisami informacyjnymi i tym co dzieje się dookoła mnie – absolwentka studiów dziennikarskich – więc już tak mam. Czym chciałabym się podzielić dzisiaj? Książką którą ostatnio przeczytałam. Książka pt. Pomnik Cesarzowej Achai autorstwa Andrzeja Ziemiańskiego jest kontynuacją poprzednich tomów Achai. 8 lat czekania na premierę! Ale było warto, zapewniam was. 678 stron porządnej książki. Kto czytał poprzednie części ten pamięta Achaję – o ile przez te 8 lat nie zapomniał. I zaczynamy czytać. Wszystko pięknie ładnie, aż tu nagle: co ja czytam – Wojsko RP? W książce z gatunku fantastyki i to o jakimś świecie stylizowanym nieco na bardzo zamierzchłych czasach? Co oni tutaj robią? A no płyną, powiem wam. Okrętem podwodnym. Prosto w stylizowany na nieco antyczny świat w którym żołnierzem może zostać tylko kobieta, każde wojsko ma swoją czarownice, a w lesie żyją potwory z czarnymi oczami – które widzą w nocy i produkują trujący dym który dusi wrogie wojska. W książce przeplatają się te właśnie dwa wątki – dwa światy – po to aby w końcu się złączyć w jedną historię.  Nie mamy tutaj jednego głównego bohatera – jest ich kilku, i tak jak się domyślacie już słusznie – muszą w końcu na siebie trafić. 3 dni wystarczyło mi na dosłowne „wchłonięcie” książki. Apetyt na kolejną część osiągnął zenit… panie Ziemiański, proszę pisać trochę szybciej, czekamy! 😉